-Jedziesz do ojca.!- powiedziała mi przy kolacji
-O czym ty mówisz?- prawie zadławiłam się kurczakiem
-Wracasz do Polski. Ta afera musi ucichnąć, musisz zniknąć.- westchnęła
-A ja mam coś do powiedzenia?- podniosłam głos
-Tak będzie dla ciebie najlepiej.
-Dla mnie? Chyba dla mojej kariery. Mam dosyć czy ty w ogóle myślisz o mnie? Może ja nie chce jechać.- wybuchłam
-Zuza nie kłóć się ze mną. Rozmawiałam już z ojcem teraz on się tobą zajmie przez jakiś czas.
-Na ile mam tam jechać?
-Wrócisz jak sytuacja tutaj się uspokoi. Zjesz i idź się pakować.
-Kiedy mam lecieć?- spojrzałam na matkę
-Masz otwarty bilet na samolot ale chciałabym żebyś jutro wyleciała.
-Jak to jutro? Oszalałaś?- zrobiłam minę typu "wtf"
-Tata odbierze cię z lotniska. Idź się pakować.- powiedziała bez emocji
-Świetnie.- wstałam od stołu i bez słowa poszłam się pakować
W trakcie pakowania włączyłam laptopa i pierwsze co pokazało mi się na oczy to moje zdjęcie po wyjściu z domu mody w którym miałam reklamować serie ubrań. Pod zdjęciem podpis: "Zuzanna jest narkomanką?! Jej obecny wygląd mówi sam za siebie!!!"
Przecież to bez sensu. Nie jestem żadną narkomanka. Może mama ma rację i muszę wyjechać by ta sytuacja się uspokoiła. Wyjęłam dwie duże fioletowe walizki i zaczęłam wrzucać do mich ubrania. Mam dosyć sporą garderobę więc nie zabiorę wszystkich ubrań ale większość muszę mieć przy sobie. Z pakowaniem schodzi mi jakieś 2 godziny i jestem gotowa.
Po skończeniu pakowania udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic by trochę orzeźwić swoje ciało. Stojąc pod strumieniem ciepłej wody spędziłam tak pół godziny. Przygotowałam sobie stylizację na jutro i położyłam się do łóżka.
Następnego dnia od razu po śniadaniu mama odwiozła mnie na lotnisko. Nie okazała nawet cienia odczucia że mnie kocha i będzie tęsknić podczas naszego pożegnania, Kolejna rzecz która mnie od niej odpycha.
Lot był długi i prawie cały przespałam ale kiedy stewardessa obudziła mnie dwie godziny przed lądowaniem poszłam do samolotowej ubikacji szybko się przebrać. Takie jest życie modelki- zawsze trzeba wyglądać dobrze więc ubrałam sie w to.
Po odebraniu bagaży skierowałam się w stronę wyjścia z lotniska. W ciemnych okularach na szczęście nikt nie zwrócił na mnie uwagi a może poprostu w Polsce nie jestem tak znana jak za oceanem. Po kilku minutach rozglądania się za moim ojcem zdenerwowałam się. Pewnie zapomniał o tym że ma mnie odebrać z lotniska albo stwierdził że sama jakoś dojadę. Wyjęłam iPhone żeby do niego zadzwonić kiedy usłyszałam znajomy głos
-Zuzia!!!
-Gdzie byłeś. Myślałam już że może sama mam dojechać do domu- powiedziałam ojcu z wyrzutem
-Wybacz były korki. Jak lot?- spytał kiedy wziął ode mnie walizki
-Lot jak lot. Nic specjalnego.
-Ślicznie wyglądasz córeczko.
-Jestem modelką, zawsze muszę ładnie wyglądać. Jedźmy już co?!
-Dobrze. Roksana czeka już z obiadem.- uśmiechnął się
-Och jak miło. I tak nie mam zamiaru jadać z wami obiadów śniadań i innych posiłków. Jestem tu bo mama mnie zmusiła ok. Jak tylko prasa przestanie mnie atakować wracam do siebie.- burknelam
-Wiem. Dziwi mnie tylko to jak bardzo się zmieniłaś Zuziu.
-Mów mi Zuza. Jestem dorosła nie zapomnij o tym.- westchnęłam
-Gdzie byłeś. Myślałam już że może sama mam dojechać do domu- powiedziałam ojcu z wyrzutem
-Wybacz były korki. Jak lot?- spytał kiedy wziął ode mnie walizki
-Lot jak lot. Nic specjalnego.
-Ślicznie wyglądasz córeczko.
-Jestem modelką, zawsze muszę ładnie wyglądać. Jedźmy już co?!
-Dobrze. Roksana czeka już z obiadem.- uśmiechnął się
-Och jak miło. I tak nie mam zamiaru jadać z wami obiadów śniadań i innych posiłków. Jestem tu bo mama mnie zmusiła ok. Jak tylko prasa przestanie mnie atakować wracam do siebie.- burknelam
-Wiem. Dziwi mnie tylko to jak bardzo się zmieniłaś Zuziu.
-Mów mi Zuza. Jestem dorosła nie zapomnij o tym.- westchnęłam
W drodze powrotnej w aucie panowała grobowa cisza. Tata w skupieniu kierował swoje volvo a ja ze słuchawkami na uszach patrzyłam przez szybę.
Wiec to tak teraz będzie wyglądało moje życie. Rzeszów... takie małe miasto gdzie być może nikt mnie nie zna... może uda mi się tu jakoś wytrzymać a ojciec. W sumie ojciec się stara jak może i może to ja udając taką złą i zbuntowana źle robię ale życie nauczyło mnie że muszę być twarda i oziębła bo inaczej ludzie mnie zjedzą.
Wiec to tak teraz będzie wyglądało moje życie. Rzeszów... takie małe miasto gdzie być może nikt mnie nie zna... może uda mi się tu jakoś wytrzymać a ojciec. W sumie ojciec się stara jak może i może to ja udając taką złą i zbuntowana źle robię ale życie nauczyło mnie że muszę być twarda i oziębła bo inaczej ludzie mnie zjedzą.
Dom ojca to nic specjalnego. Nasz apartament w Nowym Jorku ma przynajmniej ochronę i piękne widoki na miasto a tutaj nie widzę nic specjalnego. Po wyjściu z samochodu zorientowałam się że przed domem stoi jakaś kobieta a obok niej dziewczyna na oko ma jakieś 16- 17 lat. "Komitet powitalny" pomyślałam i ruszyłam w ich stronę.
Dwa kroki przed nimi usłyszałam szept taty- Tylko bądź miła.!
-Dzien dobry Zuziu.!- powiedziała kobieta
-Zuza. Dzień dobry.- odpowiedziałam i w tym samym czasie zdjęłam okulary z nosa
-Cieszę się że mogę cię wkońcu poznać. Ja jestem Roksana żona....
-Wiem kim pani jest.- przerwałam jej
-To jest Ala nasza córka a twoja przyrodnia siostra.- wskazała na ta dziewczynę obok
-Świetnie. Miło mi jestem Zuza a teraz przepraszam bardzo ale lot był strasznie męczący i chciałabym trochę odpocząć.
-Oczywiście. Ala pokaże ci twój pokój.
Weszliśmy do domu a ta cała Ala od razu skierowała mnie do mojego pokoju. Kiedy go zobaczyłam trochę się zmieszałam bo w Ameryce mieszkałam w dużo większym pokoju, ogólnie apartament był większy. Rozejrzałam się po pokoju i usiadłam na łóżku a wtedy Ala sie odezwała
-Jesteś niesamowita wiesz.!
-O czym ty mówisz?- zdziwiłam się
-W tym wieku jesteś sławną modelką i jesteś piękna. Nawet nie wiesz jak ci zazdroszczę.- powiedziała patrząc w podłogę
-Yhym no jasne serio dzięki ale muszę odpocząć. Zostawisz mnie samą?
-Yyy no jasne.- powiedziała szybko i wyszła
Po wyjściu Ali z mojego pokoju wyjęłam z torby laptopa i szybko włączyłam go by przejrzeć internet. Od razu dostałam połączenie od matki
-Zuza? Jak tam opowiadaj??- powiedziała szybko
-Co ci opowiadać? Jestem w Rzeszowie nie ma paparazzich więc narazie jest ok.
-A ojciec i jego rodzina? Są mili?
-Aż nazbyt. W oczach tej całej Roksany widziałam że tylko czeka na to by mnie spytać o to samobójstwo. Ile muszę tu zostać?
-Nie wiem Zuza miesiąc może dwa. Odwołałam ci wszystkie sesje i pokazy.
-Chcę mieś tu jakieś auto. Muszę się jakoś po mieście poruszać.
-Ojciec ci pożyczy...
-Mamo ja chcę mój samochód. Stać mnie na to.- podniosłam głos
-Już dobrze. Skoro tak chcesz to kup ale przed powrotem do Ameryki go oddasz albo nie wiem co z nim wtedy zrobisz.
-Oddam siostrzyczce.- powiedziałam z ironią
-Nie żartuj nie po to pracujesz by tracić pieniądze na córkę twojego ojca z jakąś kobietą,
-Żartowałam. Wyluzuj.!- uśmiechnęłam się lekko
-Jest jeszcze sprawa. Załatwiłam ci w Polsce pokaz. Paprocki i Brzozowski już dawno się o ciebie starali więc postanowiłam dać im szansę. Masz się do nich zgłosić.
-Miałam się tu wyciszyć i odpocząć, Przez pokaz prasa się dowie gdzie jestem.!
-Uspokój się skarbie. Wszystko juz załatwiłam. Muszę już kończyć kocham cię mała. Papa- pomachała mi do kamery i potem już jej nie było
Zdenerwowałam się na myśl o tym pokazie ale z moją matką jeszcze nikt nie wygrał. Westchnęłam tylko głośno i zamknęłam laptopa. Wtedy ktoś zapukał do mojego pokoju
-Proszę.- powiedziałam zrezygnowana
-Tata woła na obiad,- w drzwiach zobaczyłam Alę
-Tylko się przebiorę i idę,- odpowiedziałam
Okazało się że pokój ma bezpośredni dostęp do łazienki. Szybko się odświeżyłam i założyłam nowe ubrania. Zrobiłam sobie delikatny makijaż i wyszłam z pokoju gdzie reszta tej sielankowej rodzinki siedziała przy stole i czekała na mnie.
-Nie musieliście czekać.- powiedziałam siadając do stołu
-Wiem ale chcieliśmy.- odpowiedziała mi Roksana
-Tato po obiedzie wychodzę na spacer. Aaa no i chciałabym żebyś jutro pojechał ze mną po auto.
-Jakie auto?- zdziwił się tata
-Jako że chwile tu zostanę chcę mieć się czym poruszać po mieście. Mama się zgodziła.- nalałam sobie soku
-Nie sądzę żeby było ci to potrzebne. My mamy auto chętnie ci pożyczymy- wtrąciła żona taty
-To nie jest twoja sprawa. Chcę auto i to ja podejmuję decyzje. Stać mnie na auto. Tatus powiedz coś.- spojrzałam czule na tatę
-Chwilę tu zostaniesz więc nie mam nic przeciwko skoro cię stać.
-Dziękuję.- uściskałam tatę
-Nie ma za co Zuziu.
-A co z autem które masz w Ameryce?- spytała Roksana
-Mam je od sponsora nie płaciłam za nie. Za to że reklamuję jego markę dostałam niezłą sumę i auto. Mama umie negocjować.
-Yhymm.- zamruczała niezadowolona
-Zuzaaaa.?- odezwała sie Ala
-Tak?- spytałam w trakcie jedzenia
-Chcesz iść jutro ze mną na mecz?
-Jaki mecz? No co ty?- zdziwiłam się
-Siatkówki. Gra drużyna z Rzeszowa.- odpowiedziała
-Yyy jakoś mnie to nie kręci. Ostatni raz miałam do czynienia z siatkówką kiedy pozowałam z Mattem Andersonem do magazynu o sporcie.
-Idź z Alą. Nie będziesz się w domu sama nudziła. Rozerwiesz się trochę,- wtrącił tata
-No dobrze.- zgodziłam sie w obawie że gdy odmówię zmieni zdanie co do auta
-Super.- ucieszyła się Ala
-Ok, dziękuję za obiad ale ja już zjadłam a teraz chcę iść się przejść.- wstałam od stołu
-Iść z tobą?- spytała moja siostra
-Nie dzięki. Poradzę sobie.- powiedziałam i nasunęłam moje Ray-bany na nos
-Jak chcesz.- Ala spuściła twarz
-Wrócę późno.- wtrąciłam i wyszłam z domu
Rzeszów niczym nie przypomina Nowego Jorku gdzie od rana do wieczora ulice tętnią życiem. Idę ze słuchawkami w uszach i okularami na nosie przez park który jest pusty mimo że jest dopiero po 15;00.
Usiadłam na ławce i patrząc przed siebie na zwyczajne drzewo zachciało mi się płakać. Płakać z bezsilności, z własnej głupoty i dlatego że już sama nie wiem co robić ze sobą. Życie które mam jest dostanie niczego mi nie brakuje materialnie ale jeśli chodzi o uczucia jest ono puste. Mama mówi mi że mnie kocha i ja to wiem ale czasami brakuje mi jej uścisku i pokrzepiającego pocałunku w czoło. Już od dawna nie mówi mi że jest ze mnie dumna nie czuję jej wsparcia i tego że jest tak zwyczajnie obok mnie. Dla mnie ona jest moją agentką a nie matką.
Nie wiem ile siedziałam na tej ławce, dopiero kiedy wypłakałam wszystkie łzy podniosłam się z ławki i ruszyłam dalej przed siebie. Dopiero teraz zaczynam zauważać jak miło jest zwyczajnie iść ulicą i nie czuć na sobie blasku fleszy reporterów z pytaniami "Dlaczego targnęłaś sie na swoje życie?", "Czy to że chciałaś się zabić miało wywołać wokół ciebie zamieszanie?", "Czy to celowe wzbudzenie zainteresowania wokół swojej osoby?"
Do domu wróciłam jakoś po 21;00. Sama nawet nie wiem dlaczego tak długo krążyłam uliczkami Rzeszowa.
Obudziłam się jakoś kilka minut po godzinie 8;00. Przeciągnęłam się i wstałam z łóżka. Szybko wybrałam ubrania i poszłam pod prysznic. Włosy spięłam w niedbałego kłosa a na twarz jak zwykle nałożyłam delikatny makijaż.
W trakcie śniadania może zamieniłam z resztą rodziny ze dwa zdania. I to wtedy kiedy sama próbowałam zacząć temat. Roksana patrzy na mnie jak bym była jakimś odludkiem a Ala cały czas patrzy w talerz. Postanowiłam się nie odzywać i dokończyć śniadanie w ciszy.
W o wiele lepszym nastroju jestem już koło południa kiedy wracam do domu z moim nowym autem. Nawet tata był pod wrażeniem jego wyglądu i tego że stać mnie na całkiem nowy samochód.
Wiekszosć dnia spędziłam na rozmowie z mama i Mateo przez skype. Otrząsnęłam się dopiero kiedy tata przypomniał mi o tym całym meczu siatkówki. Szybko sie przebrałam w inne ubrania i razem z Alą wyszłyśmy z domu. Stwierdziłyśmy że lepiej będzie wziąć moje auto bo ja jakoś nie chcę jechać autobusem żeby mi jakiś typ zrobił zdjęcie i znowu robic wokół siebie propagandę.
Ta cała Ala jest nawet spoko w aucie trochę pogadałyśmy i okazuje się że jest taka cicha bo to matka ją hamuje. Dopiero kiedy zaparkowałam koło hali wyjęłam z torby mój ulubiony dodatek do garderoby- czarny fullcap z ćwiekami.
-Po co ci to?- spytała zdziwiona Ala
-Widzisz na hali nie chcę żeby ktoś mnie poznał. Nie wymawiaj głośno mojego imienia ani nie zwracaj na nas uwagi.
-Dlaczego?
-Widzisz ja przyjechałam do Polski żeby odpocząć od prasy a jak te szuje dowiedzą się że tu jestem wybuchnie szał wokół mojej osoby. ty nie wiesz jak wygląda moje życie na codzień.
-Rozumiem. Jesteś tu incognito.
-Dokładnie.- uśmiechnęłam się
Na hali było już całkiem sporo ludzi. Usiadłysmy na swoich miejscach jak się okazało koło nas swoje miejsca miały też koleżanki Ali. Na początku było całkiem spoko żadna nie zrozumiała kim jestem dopiero w połowie meczu jedna z nich spojrzała na smartfon a potem kilka razy na mnie i juz wiedziałam że zaczynają się problemy.
-Chwila ty jesteś ta..... no.....- zaczęła
-Wcale nie.- od razu zaprzeczyłam
-Ta modelka. Zuzanna Kruszyńska.- dopowiedziała nieco za głośno
-Wcale nie.- odpowiedziałam
-Właśnie obczajam cię na fejsie. To musisz być ty.
Wtedy się zaczęło. Kilka osób usłyszało jej słowa i każdy zaczął robić mi zdjęcia. Musiałam założyć
ciemne okulary i wyjść z hali. Kiedy wstałam z miejsca okazało się że jestem na telebimie a komentatorzy oznajmiają wszystkim że jestem tu gdzie jestem. Wkurzona szybko wybiegłam z hali a za mną wybiegła Ala.
-Widzisz teraz jak to wygląda. Dlatego właśnie chciałam tu przyjechać. To co tu dzis zobaczyłaś to jedna setna tego co ja mam w Ameryce. Rozpoznali mnie więc dopiero teraz rozpęta się piekło. To pewne.- westchnęłam ciężko
------------------------------------------------------
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz